80. rocznica mordu mieszkańców wsi Koniuchy w rejonie solecznickim
Pamięć ciągle żywa
„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci” – słowa Wisławy Szymborskiej można wypisać przy wejściu na każdy cmentarz, jednak szczególnie aktualne są one w tym miejscu, gdzie wiecznym snem spoczęli niewinnie pomordowane dzieci, kobiety i starsze osoby.
Mówimy o niedużym cmentarzyku we wsi Koniuchy, na którym zostały pochowane ofiary mordu z dnia 29 stycznia 1944 roku. Pamięć jest ciągle żywa. Dlatego co roku pod krzyżem pamięci składany jest hołd ofiarom pogromu. W uroczystości złożenia wieńców udział wzięli: poseł do Parlamentu Europejskiego Waldemar Tomaszewski, posłanka na Sejm RL Beata Pietkiewicz, wicemer rejonu solecznickiego Józef Rybak, dyrektor administracji samorządu rejonu solecznickiego Grzegorz Jurgo, kierowniczka Wydziału Konsularnego i Polonii Ambasady RP w Wilnie Irmina Szmalec, harcerze, członkowie Solecznickiego Rejonowego Oddziału Związku Polaków na Litwie, przedstawiciele Polskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Solecznikach, młodzież szkolna.
Uroczystość upamiętnienia pomordowanych mieszkańców wsi Koniuchy rozpoczęła Msza św. celebrowana przez księdza proboszcza Józefa Aszkiełowicza w kościele w Butrymańcach.
– Koniuchy to wyjątkowe miejsce. Tego mordu dokonano na naszych sąsiadach, rodzinach naszych znajomych. Nie możemy tego zapomnieć.
Przed 80 laty 29 stycznia 1944 roku sowieccy partyzanci dokonali bestialskiego mordu na mieszkańcach wsi Koniuchy. I w ciągu jednej nocy życie straciło 38 osób, 14 zostało ciężko rannych. Zamordowanych koniuszan pochowano na miejscowym cmentarzu pod krzyżem ustanowionym jeszcze przed wojną i dopiero w 60. rocznicę pacyfikacji wsi Koniuchy, staraniami Solecznickiego Rejonowego Oddziału Związku Polaków na Litwie z prezesem Zdzisławem Palewiczem na czele oraz dzięki Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa został ustanowiony krzyż, na którym umieszczono listę ofiar i wiek pomordowanych.
Jedyną winą mieszkańców Koniuch było to, że mieli już dosyć conocnych rabunków i gwałtów, dlatego zorganizowali samoobronę. Uzbrojeniem koniuszan było kilka zerdzewiałych karabinów i z tego też powodu bolszewicy z Puszczy Rudnickiej postanowili zrównać wieś z ziemią. Tak, aby zastraszyć ludność innych wiosek. Mieli rozkaz, aby nie darować życia nikomu.
Modlimy się za ofiary tej tragedii, aby Pan Bóg wynagrodził im mękę i cierpienie.
Prośmy o pokój na świecie, żeby człowiek nie był człowiekowi wilkiem, lecz bratem. Niech ci, co niewinnie zginęli spoczywali w pokoju – mówił proboszcz ks. Józef.
– Na pewno ten dzień jest znamienny dla nas Polaków. Jest tragiczny i z tego też powodu wymaga określonej refleksji. Bo, jak mówił Cyprian Kamil Norwid, „Ojczyzna to ziemia i groby”. Naród, który traci pamięć, traci życie. A więc bardzo ważne, by tej pamięci nie stracić. Właśnie Związek Polaków na Litwie – w tym wypadku Solecznicki Rejonowy Oddział – takie imprezy organizuje. W tym roku mamy, niestety, jubileuszowe tragiczne upamiętnienie. A więc, jaka jest refleksja? Po pierwsze, tej pamięci nie możemy stracić, jak mówił Norwid, ale też musimy pamiętać, że takim wydarzeniom tragicznym w jakimś stopniu musimy zapobiegać na ile nas na to stać. I właśnie tu z ust księdza kanonika wypowiedziana została myśl, że we wsi Koniuchy była zorganizowana samoobrona, którą poprzedził wspólny wysiłek organizacyjny. Innymi słowy wszystko się zaczyna od organizacji, od dobrej samoorganizacji, wspólnoty, takiej jaką jest nasza polska wspólnota na Wileńszczyźnie w postaci Związku Polaków na Litwie który działa już od 35 lat. Potrafiliśmy zorganizować się, by tę pamięć zachować. Tutaj – w rejonie solecznickim, w Koniuchach, w Glinciszkach, w Ponarach i innych miejscowościach, gdzie są pomordowani nasi rodacy. Mówiąc o samoorganizacji warto nawiązać do dni dzisiejszych. I właśnie obecna nasza samoorganizacja polega na posiadaniu własnych reprezentantów, własnej struktury i własnego samorządu, co jest niezmierne ważne. Już byli wymienieni tu i Zdzisław Palewicz, i Józef Rybak, i Waldemar Śliżewski, i nasi radni, i nasi starostowie – to jest nasza taka przednia linia samoobrony. Pamiętamy, jakie wyzwania mieliśmy w 2021 r. w Dziewieniszkach. Ktoś tam z góry próbował narzucić przymusowo nielegalnych imigrantów, ale dzięki naszej stanowczej postawie nie udało się…
Oczywiście, refleksja w dobie obecnej jest inna, to nieporównywalne czasy. Czasy tragicznej wojny, mordy na naszych rodaków, ale jakieś podobieństwo być może minimalne, ale jest. Poprzez właśnie samoorganizację miejscowych ludzi udało nam się obronić. Myślę, że w tym kierunku, w duchu jedności będziemy nadal pracowali, żeby pamięć zachować, aby w przyszłości podobnych wydarzeń nie było i oby bylibyśmy silni właśnie poprzez samoorganizację – mówił Tomaszewski, prezes ZPL i AWPL-ZChrR.
Następnie wszyscy udali się do Koniuch, aby przy pomniku ustawionym w 2004 roku z inicjatywy rejonowego ZPL i samorządu rejonu solecznickiego przy wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, złożyć kwiaty, zapalić znicze, wspomnieć pomordowanych.
– Przed 80 laty dokonano najbardziej okrutnego mordu nad naszą społecznością. Mordu dokonanego przez bandytów, gdyż nie sposób nazwać tych ludzi partyzantami. Przez wiele lat różne reżimy totalitarne próbują zgładzić naszą mniejszość narodową na Kresach. Opieramy się na dwóch podstawowych pojęciach – samoobronie i solidarności. Mieszkańcy Koniuch zapłacili za to najwyższą cenę – życie. Niech pamięć o nich zawsze nam towarzyszy – mówił wicemer rejonu Józef Rybak.
Poseł do Parlamentu Europejskiego Tomaszewski podkreślał, że społeczeństwo musi znać czarne karty naszej historii i wyciągać odpowiednie wnioski z trudnych czasów naszej przeszłości. Akcentował też wagę samoorganizacji, dzięki której wrogom przeciwstawili się mieszkańcy Koniuch, jak też funkcjonuje obecnie społeczność polska na Wileńszczyźnie.
– Corocznie mamy uroczystość upamiętnienia tych wydarzeń i oddajemy hołd wszystkim, którzy zginęli, bo bronili swego dobytku i honoru. Wszystko zaczyna się od dobrej samoorganizacji. Przed 35 laty powołaliśmy Związek Polaków na Litwie. Nasza dzisiejsza samoobrona polega na posiadaniu własnych reprezentantów i struktur władzy. Musimy żyć i pracować w duchu jedności, zachowując pamięć, aby podobne wydarzenia więcej się nie powtórzyły – powiedział europoseł.
Zdaniem kierowniczki Wydziału Konsularnego i Polonii Ambasady RP w Wilnie Szmalec, tak licznie zgromadzona przy pomniku społeczność jest świadectwem pamięci o tragicznych wydarzeniach 1944 roku.
– Dziękuję, że dbacie i przekazujecie tę trudną historię lokalną. Ale to z niej wyrastamy i funkcjonujemy w szerszym kontekście – mówiła konsul.
W czasie wojny Koniuchy liczyły ok. 60 zabudowań i ponad 300 mieszkańców. Wieś usytuowana była na skraju puszczy, w której znajdowały się bazy partyzantów sowieckich. Ci w czasie powtarzających się napadów rabowali mieszkańcom żywność, odzież, bydło. Z tego powodu w Koniuchach utworzona została grupa samoobrony. Atak na wieś miał ukarać mieszkańców za nieposłuszeństwo i odmowę dostarczenia żywności i odzieży.
Mord w Koniuchach to przykład jednej z wielu zbrodni w czasie II wojny światowej, której ofiarą padli cywile. Choć doszło do niego w czasie niemieckiej okupacji (w nocy z 28 na 29 stycznia 1944) sprawcami nie byli wówczas Niemcy. To 120-150-osobowa grupa sowieckich partyzantów otoczyła wieś i ok. godziny piątej rano przystąpiła do ataku, który trwał niecałe dwie godziny. Najpierw pochodniami podpalano słomiane dachy domów, a następnie do uciekających w popłochu mieszkańców strzelano na oślep. Zginęło wówczas co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych.
Przez długie lata o ofiarach pogromu nie można było mówić. Fakt, że mordu dokonała sowiecko-żydowska partyzantka, spowodował, w zarówno w czasach sowieckich, jak też z różnych względów także później w tym temacie panowało milczenie. Można powiedzieć, że dopiero powstanie pomnika w Koniuchach przyczyniło się do ożywienia pamięci.
Niestety, sprawcy zbrodni w Koniuchach nigdy nie zostali ukarani. Instytut Pamięci Narodowej rozpoczął postępowanie w tej sprawie 8 marca 2001 r. Przesłuchano świadków mieszkających w kraju, zakończono również poszukiwania dokumentów w polskich i zagranicznych archiwach. Tym niemniej 21 maja 2020 r. śledztwo zostało zakończone postanowieniem o umorzeniu, „wobec śmierci sprawców kierowniczych oraz niewykrycia pozostałych sprawców”.
W przededniu uroczystości przed pomnikiem pomordowanym mieszkańcom wsi Koniuchy, wicemer rejonu solecznickiego Waldemar Śliżewski, dyrektor administracji samorządu rejonu Grzegorz Jurgo oraz starosta gminy gierwiskiej Walery Iwaszko odwiedzili świadka owych wydarzeń – 105-letnią Stanisławę Woronis.
Tej tragicznej nocy chwyciła czteroletnią córeczkę i rzuciła się do ucieczki. Los sprawił, że napotkany na drodze sowiecki partyzant jej nie skrzywdził, a radził uciekać w stronę rzeki. Razem z mężem uciekli do rodziny w Butrymańcach, następnie mieszkali u znajomych w Janczunach i Bieniakoniach, i tylko po kilku miesiącach wrócili do Koniuch, gdzie po pogromie ocalał tylko jeden dom.
Pani Stanisława nie ukrywa wdzięczności osobom, które dziś pielęgnują pamięć o pomordowanych, wśród których byli jej sąsiedzi i krewni.
– Jeszcze kilka lat temu dochodziłam do pomnika, brałam udział w uroczystościach. To wielka sprawa, że władza ustawiła ten krzyż i co roku przyjeżdżają tu, aby uczcić pomordowanych – mówi Stanisława Woronis.
Inf. wł.
Na zdjęciach: zamordowanych pochowano na miejscowym cmentarzu, obecny krzyż postawiono w 2004;
105-letnia Stanisława Woronis.