Liberałowie i konserwatyści zwalczają Polaków na Litwie

Rozporządzenie litewskiego rządu w sprawie reorganizacji sieci szkół z końca roku 2021 stało się dla polityków z koalicji rządzącej w rejonie trockim wspaniałą okazją do przypuszczenia kolejnego ataku na oświatę polską. Nieprzychylni Polakom lokalni politycy z opcji liberalnej i konserwatywnej obrali za cel Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu i Szkołę Podstawową im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach. To te właśnie szkoły polskie mają – w zamyśle autorów niszczycielskich planów – oberwać najbardziej.

Otóż projekt planu reorganizacji sieci szkół w rejonie trockim autorstwa liberałów i konserwatystów zakładał, że szkoły te miały utracić osobowość prawną i stać się filiami innych placówek oświatowych. Te destrukcyjne zamysły zostały zaakceptowane przez radnych rejonu z ramienia ugrupowań liberalnego i konserwatywnego podczas sesji Rady samorządu, które się odbyły w marcu i kwietniu br.

Pomimo to społeczności szkolne nie opuściły rąk i stanęły mężnie do walki o swoje prawa, głównie o prawo do kształcenia swoich dzieci w ich języku ojczystym jak najbliżej domu. Lokalne społeczności szkolne niejednokrotnie spotykały się z przedstawicielami władz samorządu rejonu trockiego, z litewską minister oświaty z nadania konserwatystów Jurgitą Šiugždiniene, posłami na Sejm RL, przewodniczącymi komitetów sejmowych, organizowali akcje protestacyjne przy rządzie RL, litewskim MSZ, ambasadami Polski i Czech, wystosowały listy do szeregu instytucji na Litwie i w Polsce z prośbą o pomoc w obronie ustawowego prawa do nauki w języku ojczystym.

Broniąc swoich praw, rodzice i uczniowie niejednokrotnie zabierali głos na posiedzeniach Rady Samorządu Rejonu Trockiego. W końcu sierpnia rodzice i uczniowie zostali zapewnieni, że dzieci będą mogły kontynuować naukę w swoich szkołach. Ostatecznie jednak nadzieje rodziców i uczniów zostały zdruzgotane w sposób iście buldożerowy.

6 września br. podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Samorządu Rejonu Trockiego większość rządząca podjęła decyzję o niekompletowaniu klas IIIG i IVG w Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu, choć kilka dni wcześniej, 25 sierpnia, zatwierdziła niepełne komplety w tych klasach. Tym samym zapadła przedwczesna decyzja o losie Gimnazjum Medeinos w Połukniu. I tutaj zaczęły się dziać rzeczy najciekawsze.

W końcu sierpnia przedstawiciele szkoły w Połukniu wystosowali oficjalny list do kierownictwa samorządu rejonu trockiego z prośbą o zapewnienie w klasach gimnazjalnych kształcenia ogólnego. Minister Šiugždinienė na mocy rozporządzenia – datowanego na ostatni dzień sierpnia br. – zezwoliła obu szkołom na prowadzenie kształcenia ogólnego. Ni stąd, ni zowąd decyzję tę oprotestował…. dyrektor Gimnazjum „Medeina” w Połukniu, należący do ugrupowania liberalnego, a także mer i wicemer rejonu trockiego. Ci ostatni podczas jednego z posiedzeń Rady poinformowali o tym, że Gimnazjum „Medeina” rezygnuje z prowadzenia kształcenia ogólnego.

Silna i zjednoczona społeczność polska w Połukniu szukała odpowiedzi i starała się sprawę wyjaśnić. Ostatecznie jednak jej wysiłki spełzły na niczym. Polacy zorganizowali kilka spotkań przedstawicieli obu szkół, podczas których wyszło na jaw, że i mieszkańcy, i rodzice uczniów „Medeiny” nie mają pojęcia o losie zgotowanym dla placówki – otóż, jeśli szkoła ta nie będzie prowadziła dalej kształcenia ogólnego, w przyszłym roku jej również grozi reorganizacja.

Rodzice, zatroskani sytuacją, zaczęli zbierać podpisy, które były wyrażeniem ich woli i zarazem zgodą na kontynuowanie kształcenia ogólnego. I zaczęli, jeden po drugim, otrzymywać od dyrektora „Medeiny” emaile z prośbą o nieskładanie podpisów pod dokumentem. W jednej z sieci społecznościowych mer rejonu trockiego Andrius Šatevičius napisał, że decyzja rady szkolnej Gimnazjum „Medeina” jest ważniejsza od podpisów rodziców. Szybko jednak wyszło na jaw, że rada szkolna w tym roku nawet nie obradowała i, tym samym, nie mogła rozpatrywać pytania dotyczącego rezygnacji z planu kształcenia ogólnego. Zjednoczona społeczność lokalna znalazła rozwiązanie korzystne dla obu szkół i porozumiała się co do jego wdrożenia, jednakże mer Šatevičius i wicemer Jonas Kietavičius, z pomocą towarzysza partyjnego Vytautasa Gustasa, zadecydowali jednostronnie, że niszczenie jest lepszym rozwiązaniem niżli poszukiwanie kompromisów czy przystanie na oczekiwania i dążenia miejscowych Polaków.

Kierownictwo liberalno-konserwatywnej ekipy rządzącej w rejonie trockim – Šatevičius i Kietavičius – wbrew orzeczeniom sądów i pomimo zastosowania środków ochronnych postanowili kontynuować dzieło niszczenia polskich szkół własnymi metodami, według swoich standardów. 21 września mer przysłał na imię Renaty Krasowskiej, dyrektorki Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu, pismo z żądaniem wykreślenia w terminie jednego dnia (!) uczniów z klas IIIG i IVG z rejestru uczniowskiego. Dyrektor nie wykreśliła uczących się, bowiem nie miała na to podstawy prawnej. I niemal błyskawicznie spotkała się z odwetem w postaci rewizji zorganizowanej w końcu września, a przeprowadzonej rękoma trzyosobowej komisji z samorządu rejonowego. Komisja nie uprzedziła o swojej wizycie, ba, nawet o niej nie poinformowała, a po przybyciu zażądała od dyrektorki okazania umów i innych dowodów na to, w jaki sposób rodzice zostali poinformowani itd.

Na początku października dyrektorka szkoły odebrała kolejne pismo, tym razem podpisane przez dyrektorkę administracji samorządu trockiego Jolantę Abucevičiene, która ponowiła żądanie władz o wykreślenie uczniów z rejestru urzędowego. Dyrektorka szkoły udzieliła na piśmie odpowiedzi, w której zawarła również pytania o to, jak ma tego dokonać, na jakiej podstawie ma wypowiedzieć umowy uczniom itd., by wszelkie jej działania były zgodne z prawem.

Dyrektorka szkoły nie doczekała się jednak żadnej odpowiedzi, ale już 18 października odebrała rozporządzenie mera z żądaniem wykreślenia dzieci z rejestru do 26 października. Dyrektorka została niejednokrotnie uprzedzona o tym, że, jeśli nie wcieli w życie rozporządzenia mera i wcześniejszych dokumentów, może być zwolniona z pracy.

Cały ciąg drastycznych, niezrozumiałych i niezgodnych z prawem czynów, które trwały miesiącami, ta zażarta i pełna nienawiści walka mera i wicemera rejonu trockiego z placówką znajdującą się w gestii samorządu (Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu) i jej dyrektorką nie minęły bez śladu. Dyrektorka nękanej placówki podupadła na zdrowiu i przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim.

Kierownictwo samorządu rejonu nie doczekało się powrotu dyrektorki do pracy i 26 października dokonało korekty w rozporządzeniu mera poprzez dodanie zapisu, że wykreślenia uczniów z rejestru ma dokonać… wicedyrektor szkoły. Administracja szkoły poinformowała, że dzieci zostały wykreślone z rejestru tego samego 26 października poprzez jednostronne wypowiedzenie umów uczniom. Obecnie uczniowie zastanawiają się, gdzie będą kontynuować naukę na poziomie szkoły średniej.

W tym miejscu powstaje uzasadnione pytanie, komu na rękę jest skłócanie mieszkańców kierując się nie literą prawa i prośbami społeczności lokalnej, tylko osobistymi ambicjami? Czyich tak naprawdę interesów bronią liberał Šatevičius i konserwatysta Kietavičius? Polacy lokalni dopatrują się bowiem w ich czynach znamion zemsty politycznej. Kierownictwo samorządu rejonu trockiego i rządzącą tam większość liberalno-konserwatywną zupełnie nie obchodzą oczekiwania mieszkańców i przyszłość dzieci. Jedno jest pewne – z powodu braku dobrej woli politycznej ze strony lokalnych liberałów i konserwatystów płaczą i cierpią dzieci z Gimnazjum im. Longina Komołowskiego, jutro zaś w tej samej sytuacji okażą się uczniowie Gimnazjum „Medeina”. Wiedzą o tym i mer, i jego zastępca. Są świadomi, ale decyzji nie zmieniają.

Polacy z Połuknia nie rozumieją, dlaczego to właśnie oni zostali obrani za cel. W obecnej sytuacji, gdy w krajach sąsiedzkich trwa wojna, kiedy celem niemal wszystkich bez wyjątku państw jest niesienie pomocy i wsparcia, kiedy cały świat boryka się z problemami energetycznymi i finansowymi, Šatevičius i Kietavičius dalej zawzięcie zwalczają upatrzone sobie grupy Polaków i nie chcą przystać na żadne kompromisowe rozwiązania. Dlaczego? Dla kogo jest to na rękę? Odpowiedź nasuwa się sama: obserwujemy właśnie pęd za władzą, a na drodze do niej stoi polska społeczność Połuknia, która nie zgadza się z wielce nieuczciwą polityką niszczenia wszystkiego, co polskie.

Wg L24.lt

<<<Wstecz