Sensacja na litewskiej scenie politycznej

Druga tura wyborów parlamentarnych w naszym kraju zakończyła się największą sensacją – śmiem twierdzić – w całej historii parlamentaryzmu Nepriklausamoji. Gdyby bowiem ktoś odważył się stwierdzić po pierwszej turze, kiedy były już znane wyniki wyborów na listy partyjne, że za dwa tygodnie w okręgach jednomandatowych zieloni politycznie kandydaci Partii Chłopów i Zielonych zmiotą, dosłownie jak tornado, doświadczonych i bywałych polityków z partii konserwatywnej, zasłużyłby na miano Wernyhory naszych czasów w dziedzinie polityki.

Bo przecież wszelcy obserwatorzy i eksperci słusznie rozumowali, że o niebo bardziej doświadczeni od politycznych nowicjuszy konserwatyści mają przewagę już na „dzień dobry”. Wykorzystają swe doświadczenie, polityczne wpływy, medialne nazwiska, by pokonać rywali...

Więcej>>>


Śmigło czy cały śmigłowiec?

Szykuje się niezły kabaret. Może się zdarzyć, że prezydent Dalia Grybauskaitė będzie musiała desygnować na premiera człowieka, który jej zdaniem, „reprezentuje niski poziom polityczny” i „nie jest świadom swojej osobistej odpowiedzialności”.

W powyższy sposób – zaledwie przed kilku miesiącami – prezydent oceniała ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Sauliusa Skvernelisa. Ciekawam, jakimi słowy, w razie czego, będzie mu teraz powierzała urząd szefa litewskiego rządu? Wszak zgodnie z Konstytucją to właśnie prezydent będzie musiała przedstawić (wskazanego przez parlamentarną większość) szefa rządu i powierzyć mu formowanie gabinetu ministrów. Chyba że szef Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych Ramūnas Karbauskis na premiera rzuci nieznanego szerszej publiczności Bronisa Ropė, zaś Skvernelisa – na przewodniczącego Sejmu...

Więcej>>>


<<<Wstecz