Teatr na Pohulance ma 100 lat

„Ognisty monogram Wilna i teatru”

„Mam 100 lat, czuję się tak, jakbym był 20-latkiem, a wyglądam na kilkaset… Mam nadzieję na restaurację” – takim afiszem nad głównym wejściem wita widzów i przechodniów gmach Teatru na Pohulance, znany jako siedziba Litewskiego Teatru Rosyjskiego przy ul. Basanavičiusa.

Setny jubileusz teatru, tak ważnego dla społeczności Wilna, nie obejdzie się bez polskich akcentów. Patronat nad obchodami jubileuszu objął europoseł Waldemar Tomaszewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

4 stycznia widzowie są zaproszeni do obejrzenia spektakli, w wykonaniu dwóch polskich teatrów w Wilnie – „Kreację” wg. Ireneusza Iredyńskiego, w reżyserii Lilii Kiejzik wystawi Polskie Studio Teatralne oraz „Pułapki Miłości”, sztukę autorstwa i reżyserii Inki Dowlasz, zaprezentuje Polski Teatr pod kierownictwem artystycznym Ireny Litwinowicz.

Wileńska Reduta

Zbudowany przed wiekiem Teatr na Pohulance z założenia był – tak jest do dzisiaj – jednym z najbardziej znaczących budynków o przeznaczeniu kulturalnym. Inicjatorem jego budowy był Hipolit Korwin-Milewski. Przy jego pomocy finansowej i ze składek społeczeństwa polskiego prace budowlane sfinalizowano w roku 1913. Zaprojektowany został przez architektów Aleksandra Parczewskiego i Wacława Michniewicza. W wyglądzie zewnętrznym nadano budynkowi pewne elementy architektury barokowej, a nawet romańskiej.

Gmach przekazano ówczesnym władzom miasta pod warunkiem, że będą występować tutaj wyłącznie teatry polskie. W trudnych dla Wilna czasach teatr miał być znaczącą placówką kulturalną i artystyczną. Na początku lat 20. na Pohulance dominowały widowiska muzyczne, premiery oper i operetek, na porządku dziennym były też szmira i przypadkowa obsada. „Imię Reduty na zawsze musi się spleść z imieniem Wilna w ognisty monogram” – tak napisał w roku 1925 Witold Hulewicz, późniejszy kierownik programowy Wileńskiej Rozgłośni Radiowej, za którego namową Osterwa przeniósł „Redutę” z Warszawy do Wilna. Wtedy też nastąpiła kardynalna zmiana dla teatru. Zespół teatralny Juliusza Osterwy „Reduta” działał w Wilnie przez 4 lata (1925-1929), a nazwa teatru już na zawsze przylgnęła do wileńskiej „Pohulanki”. Na deskach teatru światło dzienne ujrzały arcydzieła literatury dramatycznej we wzorcowej interpretacji i oryginalnej inscenizacji. W okresie wileńskim „Reduta” dała 1800 przedstawień poza Wilnem – przede wszystkim na Kresach ówczesnej Rzeczypospolitej Polskiej, po których systematycznie teatr odbywał tournee. Zespół docierał wszędzie tam, gdzie żywe słowo polskie zostało bardzo często w ogóle zapomniane, a w czasach zaborów rosyjskich – publicznie padało tylko z ambony.

Ku pokrzepieniu serc

Druga wojna światowa przerwała świetność teatru, jeszcze w latach okupacji odbywały się tutaj przedsięwzięcia i przedstawienia ku pokrzepieniu serc. Zaś w okresie powojennym bezpowrotnie (jak dotąd) zmienił przeznaczenie: wbrew intencji ofiarodawców o przekazaniu Teatru na Pohulance na rzecz teatru polskiego, budynek oddano litewskiemu Teatrowi Opery i Baletu. Gdy w roku 1974 przy ulicy Wileńskiej został wybudowany okazały budynek dla Narodowego Teatru Opery i Baletu, „Pohulankę” przekazano litewskiemu Teatrowi Młodzieżowemu, potem zaś – w ręce Rosyjskiego Teatru Dramatycznego, który dotychczas ma tutaj swoją siedzibę.

Polskie słowo wciąż tu rozbrzmiewa

Chociaż Teatr na Pohulance oficjalnie nie spełnia swego pierwotnego przeznaczenia, to wcale nie oznacza, że polskie słowo nie rozbrzmiewa na jego deskach. Wszystko zaś za sprawą dwóch polskich zespołów teatralnych w Wilnie: Polskiego Teatru i Polskiego Studia Teatralnego.

Irena Litwinowicz, zapytana o „Pohulankę”, wspomina, że Polski Teatr w Wilnie był w swoim czasie bardzo powiązany z Teatrem na Pohulance. „Gdy przyszłam do zespołu, to kierowniczka Polskiego Teatru – Irena Rymowicz była aktorką zespołu teatralnego „Pohulanki”, a jej mąż kierownikiem ówczesnego Teatru Opery i Baletu” – opowiada reżyserka, dodając, że dzięki tym powiązaniom Teatr Polski miał zapewnioną profesjonalną obsadę scenografów (m.in. Antanas Račas i Sergiej Łukackij), charakteryzatorów, techników oświetleniowych, zaś z przygotowanych szkiców strojów korzystają do dzisiaj. Kolejnym etapem powiązania Teatru Polskiego z „Pohulanką” był czas, gdy w roku 1993 został zmuszony do opuszczenia Pałacu Kolejarzy. Przytułek znaleźli wówczas w Rosyjskim Teatrze Dramatycznym, gdzie wystawiali swoje spektakle do roku 2001. „Zaprzyjaźniliśmy się wówczas z zespołem teatralnym i pracownikami technicznymi „Pohulanki”. Dyrektor Zaikauskas szedł na wszelkie ustępstwa: za wynajem pomieszczeń mieliśmy minimalne opłaty, wydzielono nam również pomieszczenie na garderobę – wspomina pani Irena. – Na każdym kroku odczuwaliśmy też ich wsparcie, pomoc. Oświetleniowcy – wśród nich m.in. Walentyna Zabłocka – byli tak oddani swej pracy, że można do nich było nawet nocą zadzwonić, a przybywali na pomoc. Halina Skoczyk dotychczas służy nam pomocą w charakteryzacji”. Na Pohulance Polski Teatr w Wilnie obchodził też swój jubileusz 30-lecia, natomiast ze sztuką „Zagłoba swatem” wystąpili przed 10 laty na 90. jubileuszu „Pohulanki”.

Obecnie Teatr Polski w Wilnie swoją siedzibę ma w Domu Kultury Polskiej, na który tak bardzo polska społeczność Wilna czekała. „Po tułaczkach w różnych miejscach, a nawet szkołach, cieszymy się, że mamy stałą siedzibę w DKP i do tego już przyzwyczailiśmy swego widza” – mówi Irena Litwinowicz, przyznając, że sporadyczne występy na zawodowej scenie, (czy to na „Pohulance” przede wszystkim z racji na festiwale teatralne, czy też w Polsce) napawają radością i nostalgią do teatru z prawdziwego znaczenia. Osobiste wspomnienia pani Ireny co do „Pohulanki” sięgają dzieciństwa, gdy jako uczennica klasy 4. wystąpiła w przedstawieniu szkolnym. Udział w festiwalu teatrów szkolnych, uwieńczony zwycięstwem szkoły nr 11 na ul. Krupniczej (obecnie to gimnazjum im. A. Mickiewicza), dał możliwość wystawienia sztuki na deskach sceny „Pohulanki”.

Duch teatru

Polskie Studio Teatralne pod kierownictwem i reżyserią Lilii Kiejzik – to częsty gość „Pohulanki. „Bardzo dobrze rozumiem, że utrzymanie teatru dla polskich zespołów teatralnych graniczy wręcz z cudem – mówi pani Lilia. – Dlatego moje marzenie jest bardzo realistyczne: by mieć stały dostęp na próby i do wynajmu sali na spektakle”. Reżyserka przyznaje, że współpraca z obecną dyrekcją teatru układa się pomyślnie.

„Ja słucham, słucham i patrzę/ – poznaję – znane mi twarze /– ich nie ma – myślę i marze,/ widzę ich w duszy teatrze!” – napisał o teatrzeWyspiański, podkreślając tym samym, że ducha teatru tworzą ludzie. Niegdyś legendę „Pohulanki” tworzyli znani polscy aktorzy: Irena Eichlerówna, Nina Andrycz, Henryk Borowski, Hanka Ordonówna, Aleksander Zelwerowicz, Zygmunt Bończa-Tomaszewski, Zdzisław Mrożewski, Danuta Szaflarska, Jerzy Duszyński, Igor Przegrodzki, Hanka Bielicka. Kilkakrotnie w Wilnie bawił też Julian Tuwim, uczestniczył w Środzie Literackiej, był też na Pohulance.

„Kiedy przebywamy z zespołem w teatrze, to czuję magię teatru i ducha tych osób, które go tworzyły” – mówi pani Lilia, wymieniając osobistości, które przed wojną grały na wileńskiej Pohulance. Tutaj też Polskie Studio Teatralne miało swoje, jakże znaczące premiery – m.in. „Dziady” wg Mickiewicza, czy też „Labirynt” wg twórczości Czesława Miłosza i spotkanie z poetą. „Przypominam sobie pewną próbę, przed jubileuszem 30-lecia PST, gdy aktorzy stwierdzili, że tutaj gra się zupełnie inaczej” – wspomina reżyserka.

Dzisiaj, w przededniu jubileuszu teatru, pani Lilia ma dla jubilata życzenie, by nie został zaniedbany przez władze, od których dobrej woli zależy tak potrzebny dla budynku remont, by na nowo dostrzeżono jego walory, by był dostępny również dla polskich środowisk teatralnych stolicy, by trwał i pozostał pamiątką historyczną Wilna.

Charakter tworzy aktor i widz

Dyrektor Jonas Vaitkus przyznaje, że najlepszym prezentem, zresztą też najpilniejszym, dla teatru jest jego gruntowny remont. Plany renowacji budynku od dawna są złożone w ministerstwie kultury. Ostatni bowiem gruntowny remont odbył się, gdy w budynku działał Teatr Opery i Baletu, wtedy też sala i scena zostały nieco zmodyfikowane na potrzeby spektakli muzycznych. „Dzisiaj chciałbym powrócić do pierwotnego wyglądu ” – dzieli się swoimi spostrzeżeniami dyrektor, przyznając, że pierwsze, czego dotknie remont, to dach. Prace remontowe zostały tak zaplanowane, by zespół Rosyjskiego Teatru Dramatycznego nie musiał rezygnować ze spektakli, które przygotował na kolejny sezon.

Jonas Vaitkus, kończący w marcu tego roku swoją kadencję na stanowisku dyrektora teatru przyznaje, że plany, które założył przed czterema laty, udało się mu zrealizować. „Założeniem pracy teatru jest wystawianie dobrych spektakli – mówi dyrektor, przyznając, że początki współpracy z zespołem nie należały do najłatwiejszych. Dzisiaj wspólnie tworzą nowe sztuki, realizując nowatorskie interpretacje. Na pytanie, czy nie brakuje widza, który nie zawsze jest chętny do wysiłku intelektualnego, twierdzi, że krzesła na sali są wypełnione. Zdaniem Vaitkusa, już minął czas, gdy była moda wyłącznie na lekkie komedie i znów jest zapotrzebowanie na sztukę z wyższej półki. Przyznaje, że wiele inicjatywy w spektaklach należy do aktorów, bowiem scena – to ich praca.

Jednym z planów scenicznych, który marzy się Jonasowi Vaitkusowi, jest stworzenie sztuki wielojęzycznej: w języku polskim, żydowskim, rosyjskim i litewskim. Byłaby odzwierciedleniem wielojęzykowego i wielokulturowego Wilna.

Teresa Worobiej

Na zdjęciu: najlepszym, zresztą i najpilniejszym, prezentem dla „Pohulanki” na jubileusz 100-lecia byłby gruntowny remont budynku.
Fot.
autorka


Od autora: Odbywający się w Wilnie, co dwa lata, festiwal teatrów polonijnych, premiery Polskiego Studia Teatralnego, jubileusze zespołów – te przedsięwzięcia najczęściej gromadzą polską społeczność na Pohulance. Dzięki temu przeznaczenie tego teatru wciąż zdaje się spełniać swoją rolę – służyć krzewieniu polskiej kultury w Grodzie nad Wilią. O co najłatwiej zresztą ze sceny, bowiem „teatr jest najważniejszą rzeczą na świecie, gdyż tam pokazuje się ludziom, jakimi mogliby być, jakimi pragnęliby być, choć nie mają na to odwagi, i jakimi są” (Tove Marika Jansson).

<<<Wstecz