Dobroczynny Wieczór Kolędniczy „Kolęda serc”

Hojna dłoń pomocy

Tegoroczna akcja charytatywna – tradycyjnie połączona z koncertem kolędniczym zespołu „Stella spei” – przerosła wszelkie oczekiwania. Licznie zgromadzona publiczność, minionej niedzieli, 8 stycznia, ofiarowała 18207 litów. Ogółem podczas tegorocznej akcji dobroczynnej zebrano prawie 30 tysięcy litów, które zostały przekazane rodzinom zmagającym się z chorobą nowotworową.

Bohaterzy akcji – to czworo dzieci w wieku od 2 do 4 lat (Agata Swatkowska, Armand Babicz, Artur Andrijewski i Łukasz Pietrik) oraz Halina Parwicka. Wszyscy zmagają się z białaczką, lecz, jak wierzą, diagnoza – to nie wyrok, zaś dzięki ludziom dobrej woli oraz pomocy medycznej, stoczą zwycięską walkę z chorobą. Pieniądze przydatne będą przede wszystkim na rehabilitację i leki wzmacniające odporność organizmu.

Więcej>>>


Odradza się tradycja kolędowania na Wileńszczyźnie

Trzej Królowie w Korwiu

Z kolorową gwiazdą na drągu, błyszczącymi koronami na głowach maszerowali Trzej Królowie na czele wesołego orszaku przebierańców. Chodzili od domu do domu śpiewając kolędy i składając życzenia gospodarzom.

W taki oto sposób grupka mieszkańców podwileńskiego Korwia postanowiła odrodzić tradycję kolędowania w swojej miejscowości. Niestety, ten zwyczaj na Wileńszczyźnie należy obecnie do rzadkości.



Więcej>>>


Wspólny projekt placówek polskich, rosyjskich i litewskich

„Czytające szkoły – Czesław Miłosz 2011/2012”

W budynku dawnego Gimnazjum im. Zygmunta Augusta, w którym niegdyś uczył się Czesław Miłosz (obecnie Wileńskie Kolegium Technologii i Projektowania), na początku grudnia odbyło się pierwsze działanie powołanego wiosną Forum Kultur Litwy – konferencja dla uczestników projektu „Czytające szkoły – Czesław Miłosz 2011/2012”. Projekt połączył uczniów i nauczycieli szkół polskich, litewskich i rosyjskich we wspólnej twórczej pracy zgłębiając spuściznę literacką polskiego poety rodem z Litwy.

Według koordynatorki projektu, Anny Pilarczyk-Palaitis z Fundacji Małego Księcia, Forum Kultur, nieformalne zrzeszenie, w którego skład wchodzą, m. in., poloniści z Litewskiego Uniwersytetu Edukologicznego oraz Uniwersytetu Wileńskiego, przedstawiciele szkół (do tej organizacji wchodzą przedstawiciele założonego niedawno Stowarzyszenia Polonistów) i instytucji kulturalnych, powstało z zaniepokojenia wzajemnym niezrozumieniem, narastającymi stereotypami i brakiem konstruktywnego dialogu publicznego pomiędzy współobywatelami, należącymi do różnych narodów zamieszkujących Litwę.

Więcej>>>


120. rocznica urodzin Melchiora Wańkowicza

Niby „nasz” - obrotniś warszawski

„Życia dawnego nie ma. Musiało odejść. Rozumiem. Ale żal” – Melchior Wańkowicz „Szczenięce lata”. Minęła właśnie 120. rocznica urodzin autora tych słów, jednej z najbarwniejszych postaci polskiej literatury XX wieku. Odnotujmy z tej okazji zaledwie kilka śladów jego bytności w Wilnie i na Wileńszczyźnie.

Niektóre z nich, jak na przykład zamieszczone tu fotografie, po raz pierwszy ukazują się na łamach prasy. Pochodzą z książki – w pełnym tego słowa znaczeniu – unikatowej – wydanej we Wrocławiu w 2002 r. staraniem rodziny wywodzącej się z Kresów. Nakład – kilkadziesiąt zaledwie egzemplarzy. Jestem w posiadaniu nr 10 z dedykacją: „Kochanym Halince i Jurkowi Surwiło te bardzo osobiste wspomnienia dodaję do ich zbiorów. Janka. Warszawa 10.10.2002”. Jej autorką jest Janka Kiełczewska-Michejda, osoba, z którą łączyła moją rodzinę ponad dwudziestoletnia przyjaźń. Janka niestety już nie żyje. Pozostała ta piękna książka oprawiona w płótno z wyciśniętym na okładce herbem Abdank – rodu Skarbek-Kiełczewskich. Jeden z jego przedstawicieli – Franciszek w drugiej połowie XVII wieku, po przybyciu z Lubelskiego na Litwę i poślubieniu tu Zuzanny Judyckiej, kupił dobra Gursztany w woj. wileńskim. Od niego wywodzi się „litewska” linia Kiełczewskich.

Więcej>>>


Dobrze, że Obst przyjechał…

Nie na próżno się mówi: właściwy człowiek na właściwym miejscu. W dodatku, jeśli taka osoba reprezentuje wartości epoki renesansu: zainteresowanie nauką, filozofią, sztukami pięknymi, tworzeniem nowych instytucji, literaturą etc. W 1911 roku Jan Konrad Obst przyjechał do Wilna. Z bagażem wymienionych zalet i doświadczeniem w realizacji swych zamierzeń. Trudno powiedzieć, dlaczego wybrał właśnie to miasto. Urodził się w Saksonii, w rodzinie inteligencko-szlacheckiej. Ojciec – Niemiec, matka – Polka. Wychowany przez babkę – Szwajcarkę. Odbył służbę w wojsku niemieckim. Przez pewien czas był śpiewakiem operowym, zwiedził przy tej okazji kawał świata. Podobnie jak jego ojciec był zapalonym kolekcjonerem pamiątek, rzeczy osobliwych, szczególną estymą darzył wszystko, co związane było z osobą Adama Mickiewicza i jego twórczością. W Petersburgu zainicjował m. in. wydawanie „Kwartalnika Litewskiego”, po przeniesieniu się do Wilna zmienił jego nazwę na „Litwę i Ruś”. Redagował lub wydawał kilka innych tytułów prasowych, działał w wileńskim Towarzystwie Przyjaciół Nauk. W kupionym domu przy zaułku Bernardyńskim 11 zamieszkał i otworzył prywatne muzeum nieodpłatnie dostępne dla zwiedzających. Takie były początki muzeum mickiewiczowskiego w Wilnie.

Więcej>>>


Patriotyzm jest jak piękny naszyjnik – dobry na salony

Filozof i społeczny autorytet – Arvydas Juozaitis - porachował współobywateli i haniebnie się rozsierdził. „To koniec świata!” – ogłosił, bo się nie doliczył aż paru milionów. „Za czasów zrywu Sajudisu (1989 r.) było nas 3,7 mln. Obecnie – 3,05 mln” – lamentuje w dzienniku „Respublika” jeden z filarów Sajudisu. Zresztą jakie tam „Trys milionai...”, o których fałszywie śpiewa Marijonas Mikutavičius? Juozatisowi wyszło, że na Litwie nie pozostało nawet miliona Litwinów. A na takie bezczelne trwonienie narodowej tkanki to on, człowiek, który wywalczył dla Litwy niepodległość, zgody nie wyrażał. Nie po to obalał komunizm i burzył Sowiecki Związek, by mu współobywatele zamiast siedzieć po chałupach i dalej snuć „trwającą 4 tysiące lat bałtycką baśń” pałętali się po świecie i łamali języki w jakiejś tam Irlandii czy Ameryce. Nie po to wyzwolił ojczyznę ze szponów Gorbaczowa, by ta „jak obłąkana integrowała się” z UE i „niwelowała” do poziomu zachodniej pseudocywilizacji? Do „Sodomy i Gomory”, gdzie na każdym rogu wrzeszczy się o „świętych prawach różnych mniejszości”.

Więcej>>>


Willa przemytnika

A jednak stało się. Po roku działania prezydenckich poprawek do Kodeksu Karnego, przewidujących konfiskatę majątku w razie niemożności uzasadnienia go oficjanymi poborami, namierzono pierwszy taki przypadek w naszym państwie. Prokuraturze udało się wyśledzić jedną osobę na Litwie, która żyje ponad stan. Trafiło na syna króla litewskich przemytników niejakiego Karaliusa (cóż za zbieżność nazwiska z tytułem). W wyniku wnikliwego zapewne śledztwa okazało się, że Karalius junior mieszka sobie w willi (która jest jego własnością) w wileńskich Turniszkach wartej bagatella jakichś tam 7 mln litów. Tymczasem pobory sąsiada pani prezydentowej – to nieco ponad 2 tys. litów miesięcznie. Tyle płaci synowi słynnego przemytnika adwokat, u którego Karalius jest zatrudniony na etacie pomocnika. Trudno zatem byłoby udowodnić, jakim cudem za taką wypłatę kupiło się ekskluzywny dworek wart grubych milionów.

Więcej>>>


Efektowne hat tricki Justyny

Justyna Kowalczyk wygrała w niedzielę prestiżowe Tour de Ski po raz trzeci w karierze. Okazała się także najlepsza – również po raz trzeci – w 77. Plebiscycie Przeglądu Sportowego.

Trzeci rok z rzędu zagrali Mazurka i znów na Alpe Cermis zrobiło się biało–czerwono od flag. Za zwycięstwo Polka zainkasowała nie tylko 827 pkt. do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale też 140 970 tys. franków szwajcarskich, czyli ponad 400 tys. litów.

„To był jeden z najcięższych biegów w mojej karierze. Utrzymałam się na nogach na mecie chyba tylko dzięki ambicji i mocnym kijkom. Ostatni kilometr to był ogromny wysiłek. Byłam tak zmęczona, że na mecie nie zdążyłam nawet pomyśleć czy jestem zaskoczona zwycięstwem nad Marit czy nie” – powiedziała po biegu Polka.

Więcej>>>


<<<Wstecz